1)Wstęp:Urodzony w 1947 roku w Szkocji , Instrumentalista ,kompozytor i autor tekstów znany głównie z zespołu Jethro Tull od 1967 r. . Gra na wielu istrumentach takich jak flet , mandolina , bałajka czy harmonijka ustna . Szkołę podstawową ukończył w 1959r. w Edynburgu, po czym wraz z rodziną przeprowadził się do Blackpool na północy Anglii. Zanim podjął decyzję o rozpoczęciu kariery muzycznej ukończył szkołę średnią i studiował sztuki piękne.W ciągu swojej wieloletniej kariery Ian Anderson i Jethro Tull nagrali 30 studyjnych i koncertowych albumów, sprzedając ponad 60 milionów kopii od momentu pierwszego występu zespołu w słynnym londyńskim klubie Marquee w lutym 1968r.
Wypowiedzi :
2) Flet w muzyce rockowej : Nawet w czasach wczesnego Jethro Tull
krytykowano mnie za ten wybór, twierdząc, iż wprowadzam obcy,
niepożądany element, który nie powinien być częścią muzyki rockowej lub
bluesowej. Dobrze, że się nie poddałem. Po owej fali
negatywnych reakcji manager zasugerował, bym zaczął grać na czymś
innym, ale postanowiłem dać sobie trochę czasu. Sprawa potoczyła się
jednak tak, że to właśnie obecność flecisty wyróżniała Jethro Tull spośród innych grup bluesowych z okolic Londynu (w późnych latach 60-tych - p.a.). 3) Pasje Andersona : Uprawa różnych odmian ostrych papryczek, badania i ochrona 26 gatunków egzotycznych dzikich kotów oraz rzeczoznawstwo dotyczące zegarków mechanicznych, wiecznych piór i starych aparatów fotograficznych. Niechętnie przyznaje się do posiadania aparatów cyfrowych i skanerów, które wykorzystuje w swojej pracy nad materiałami promocyjnymi, związanymi zarówno z Jethro Tull jak i własną karierą solową.
4 ) Muzyka : Przez wielu za najlepszy album zespołu uważany jest Aqualung z 1971 roku, zawierający w drugiej części utwory poświęcone rozważaniom Andersona o religii, w pierwszej poświęcony kloszardom (tytułowy "Aqualung"). Kolejna płyta, Thick as a Brick z 1972 roku, to jedna 40-minutowa poetycka suita rockowa, podobnie jak wydana po niej A Passion Play z 1973 roku. Pierwsza progresywno-rockowa płyta zespołu stała się wzorem dla kolejnych twórców albumów koncepcyjnych
5) O publiczności na koncertach :Wydaje mi się, że publiczność, ta mieszanka ludzi różnego rodzaju, jest
taka sama od samego początku. Nigdy nie mieliśmy jakiegoś konkretnego,
ograniczonego grona odbiorców. Wiek naszych fanów też był bardzo
zróżnicowany - na nasze koncerty przychodzili ludzie starsi od nas, ale
też i tacy, którzy byli dużo, dużo młodsi. Dwa pokolenia ludzi
przychodzą, żeby zobaczyć Jethro Tull - ludzie przyprowadzają dzieci, a
te dzieci niekiedy są w takim wieku, że mogłyby być wnukami innych,
starszych fanów. Co ciekawe, zazwyczaj gdy patrzę na widownię, widzę na
przemian mężczyzn i kobiety. Natomiast nie tak dawno graliśmy na
festiwalu rockowym w Szwecji, gdzie wszyscy byli ubrani na czarno,
oprócz tych, którzy mieli na czarnych koszulkach nadruki z nazwami
heavymetalowych zespołów. (śmiech) Było to całkiem zabawne, bo byli tam
prawie sami faceci i wszyscy wyglądali bardzo podobnie. Nie śmieję się z
nich - śmieję się z nimi, bo oni muszą sobie zdawać sprawę, że
wyglądają trochę głupio. Myślę, że pojawienie się Jethro Tull na tym
festiwalu było trochę dziwne i jestem pewien, że był to jedyny moment
podczas trzydniowej imprezy, kiedy ludzie mogli posłuchać fletu,
mandoliny, czy Bacha. Dobrze jest wnieść trochę różnorodności w życia
ludzi, a nasza publiczność wnosi też trochę różnorodności w nasze życia,
bo tworzą ją bardzo różni ludzie. Graliśmy też na festiwalu
motocyklistów w południowej Dakocie - tam mieliśmy niemalże w całości
męską publiczność. No i byli to motocykliści - goście z Harleyami,
Hell's Angels i inni, a wszystkich łączyło uwielbienie do motorów. To
też był dziwny koncert dla Jethro Tull, bo nie jesteśmy "motocyklowym"
zespołem, ale publiczność była całkiem dobra. Niczym w nas nie rzucali i
uważam ten koncert za udany. Jak widzisz, słuchają nas bardzo różni
ludzie, ale uważam to za interesujące i nie chciałbym grać ciągle dla
jakiejś jednej, konkretnej grupy.
6) GRAMMY ? : Dawno, dawno temu, mianowicie w 1987 roku, obyło się pierwsze w dziejach
Grammy, wręczenie tej nagrody w kategorii „Najlepszy zespół metalowy”. I
tym historycznym zwycięzcą zostało ... Jethro Tull. Pozostawiając w
pobitym polu min. Metallikę, świeżo po „Master of Puppets” !
Dwudziestominutowy gwizd „uczcił” taką decyzję jury. Ponoć najbardziej
zaskoczeni byli sami muzycy Jethro Tull. A sam Anderson skwitował to
tak: - „No cóż. Dali, to wzięliśmy...”. Złośliwcy twierdzili, że zespół
dostał tą nagrodę, ze względu na metalowe riffy w tytułowym utworze z
płyty „Aqualung”. Co prawda kilkanaście lat wcześniejszej, niż samo
rozdanie nagród, ale coś komuś z jurorów się przypomniało... i tak już
zostało. :). Bez wątpliwości, żadnych zresztą, Grammy dla Jethro Tull
należało się jak psu buda, ale w takich okolicznościach... Czegoś
takiego nawet Anderson, znany z nieco chorego poczucia humoru, kpiarz i
przechera, nie wymyśliłby. linki :
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ian_Anderson
http://www.mlwz.ceti.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=8213&Itemid=81
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jethro_Tull
http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/wywiady/13373-ian-anderson-jethro-tull.html
http://artrock.pl/recenzje/1309/jethro_tull_aqualung.html

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz